Obudziłam się nagle, otworzyłam ciężkie powieki. Obraz rozmazany, czekam jeszcze chwilę i wszystko staję się jasnością. Białe ściany i sufit z charakterystycznymi lampami. Jestem w szpitalu. Nic sobie nie przypominam. Przy moim łóżku na krześle siedzi mój brat.
- Co się stało ? - pytam.
- Nic, nic - z troskliwym uśmiechem zapewnia.
Próbuję wstać, ale nie mogę. Jestem ociężała i wszystko mnie boli.
- Co z mamą ? Co się stało ? - niemal krzyczę.
- Uspokój się - łapie mnie za rękę, ale nic więcej nie mówi.
Nagle do pokoju wchodzi pielęgniarka, odruchowo odwracamy oczy w jej kierunku. Na jej twarzy maluję się strach. Już wiem co się stało. Czekam tylko aż to się potwierdzi. W końcu z jej ust słowa wystrzeliwują jak strzała.
- Dzień dobry - mówi.
- Co z mamą ? - krzyczę.
- Ona, ona zginęła. Nic nie mogliśmy zrobić - słysząc to moja twarz zalewa się łzami. Pamiętam tylko że Chris przytulił mnie. Zemdlałam.
Obudziłam się w tym samym łóżku po kilku godzinach. Ból jakby natychmiastowo minął. Chris dalej trzymał mnie za rękę.
- Aoul, posłuchaj mnie teraz, mamy mało czasu - wlepiam moje oczy w jego, jestem gotowa.
- Wracaliśmy wczoraj z McDonald'u, mieliśmy wypadek. Nasza mama go nie przeżyła - ciągnie i czeka na moją reakcje.
- Co teraz będzie z nami ? - czuję się jak małe dziecko.
- Władze policji odnalazły naszego ojca, przeprowadzamy się do Nowego Yorku - oznajmia spokojnie.
Łzy ciekną mi po policzkach, Chris wstaje i wychodzi. Zostawia mnie samą. Wie, że muszę się z tym uporać. Nie wiem co mam myśleć. Czuje tylko narastające podniecenie. Przychodzi pielęgniarka, podaje mi lekarstwa, zasypiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz